Denon 11 Report post Posted June 14, 2010 Wiele osób twardo stąpających po ziemi, które akurat rozpoczynają swoją przygodę z giełdą - bez względu na to czy mówimy o rynku akcji czy też o rynku Forex - nie wierzy, że mogą osiągać wyniki (procentową stopę zwrotu) takie same lub nawet lepsze od czołowych specjalistów (zarządzających funduszami). Oczywiście tak samo możemy spotkać dużą rzeszę inwestorów/spekulantów, którzy uważają, że są w stanie regularnie osiągać stopę zwrotu rzędu kilkuset procent rocznie. Moim zdaniem jest to poniekąd spowodowane propagowaniem wszelkiego rodzaju konkursów związanych z rynkiem, gdzie zwycięzcy osiągają znakomite wyniki (problem w tym, że nikt nie mówi o drugiej stronie medalu, jaką są w tym wypadku straty osiągane przez przegranych). Nie to jest jednak tematem tego wątku, dlatego od kolejnego akapitu postaram się odnosić jedynie do zalet bycia inwestorem/spekulantem działającym na własny rachunek. Najważniejszą "słabością" profesjonalistów jest to, że zarządzają oni często wieloma milionami, co zmusza do interesowania się jedynie bardzo płynnymi rynkami. Nie chodzi tylko o to, aby można było bezpiecznie otworzyć olbrzymią pozycję, gdyż równie istotne jest jej zamknięcie, które nie spowoduje niepożądanego ruchu mogącego wpłynąć na cenę zawarcia transakcji. W związku z powyższym inwestor indywidualny ma o wiele większe pole do popisu, gdyż nie musi on - w przeciwieństwie do zarządzających funduszami - przejmować się tzw. "fetyszem płynności"*. Drugą słabością (tym razem bez cudzysłowu) profesjonalistów są obwarowania, jakie dotyczą ich inwestycji. W wielu przypadkach jest nawet tak, że prawo zezwala na ulokowanie jedynie określonej ilości środków w akcjach danego przedsiębiorstwa. Do tego dochodzą wewnętrzne regulaminy, które nakazują zarządzającemu działać wg. określonego schematu (tak działa m.in. Legg Mason TFI). Takie podejście pozwala uniezależnić fundusz od wyników osiąganych przez gwiazdę (zarządzającego), który mógłby otworzyć własny fundusz lub zostać podkupionym przez konkurencję. Powyższe informacje nie wyczerpują do końca poruszanego tematu, dlatego jeżeli ktoś miałby ochotę rozszerzyć moją wypowiedź o dodatkowe ułatwienia, to zachęcam do wzięcia udziału w dyskusji :->! *John Maynard Keynes Bibliografia: Glen Arnold, Inwestowanie w wartość. Share this post Link to post Share on other sites
vicki 0 Report post Posted June 14, 2010 Ja widze jeszcze jeden + dla indywidualnych ; nie są skazani na"jedynie obowiązującą słuszną i zgodną z zasadami logiki" analizą fundamentalną. A mogą posługiwać się dużo bardziej odważnie tą "nienaukową,małoprecyzyjną,na dłuższą metę nieprzydatną" analizą techniczną. Dyskusja nad efektywnoscią obu metod i porownywaniem która lepsza trwa od początku. W każdej dziedzinie życia mamy ; partaczy,rzemieślników , artystów. Jeśli ktoś jest artystą w spekulacji to z całą pewnością może bić rynek i zarządzających posługując się tą "nienaukową" metodą czytania wykresów - wśród zarządzających fundami takich artystów wykresów nie znajdziemy bo nawet nie próbują się nimi stać ,wszak muszą stosowac jedynie tę "logiczną i naukową" metodę nawet jeśli wyniki są żałosne.... Share this post Link to post Share on other sites
góral 0 Report post Posted June 15, 2010 jest jeszcze inny aspekt tej sprawy, zarządzającemu funduszem zależy by być kilka proc powyżej sredniej /'benczmarku"/ a nie wychylać się, bo wtedy przełożeni go wcale nie pochwalą. Share this post Link to post Share on other sites
Denon 11 Report post Posted June 15, 2010 jest jeszcze inny aspekt tej sprawy, zarządzającemu funduszem zależy by być kilka proc powyżej sredniej /'benczmarku"/ a nie wychylać się, bo wtedy przełożeni go wcale nie pochwalą. Niestety to co napisałeś nie jest prawdą. Benchmark jest jedynie punktem odniesienia, który umożliwia weryfikowanie wyników osiąganych przez zarządzających. Nie ma czegoś takiego, jak karanie za osiąganie zysków - przecież to właśnie od nich uzależnione jest to czy dany zarządzający otrzyma premię za udany rok, czy może będzie musiał zadowolić się jedynie podstawą. Idąc dalej tym tropem: jaki byłby sens reklamowania stóp zwrotu osiąganych przez fundusze, skoro najwyżej premiowane byłoby minimalne przekroczenie stopy osiągniętej przez benchmark?! Dodatkowo warto jest zwrócić uwagę na hedge fundy, gdzie w wielu przypadkach zarządzający obracają także swoim własnym kapitałem, co jest swego rodzaju uwiarygodnieniem ich zaangażowania. Nie wyobrażam sobie przypadku, żeby zarządzający starał się chociażby w najmniejszym stopniu ograniczyć generowane zyski. Niestety nie jest nawet tak, że wszyscy zarządzający potrafią osiągać stopę wyższą od punktu odniesienia. Prawdą jest, że udaje się to tylko najlepszym. Share this post Link to post Share on other sites